Ratujmy WFDiF

Kontrowersje wokół terenu WFDiF - obszerna relacja z konferencji prasowej

Pełna relacja z konferencji prasowej z dn. 22 maja 2009 r. w sprawie kontrowersji wokół nowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie

Udział wzięli:
Agnieszka Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
Maria Rosołowska, radna Mokotowa, przewodnicząca Komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska
Zenon Butkiewicz, dyrektor Departamentu Narodowych Instytucji Kultury w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Włodzimierz Niderhaus, dyrektor Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych
Maciej Strzembosz, prezes zarządu Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych
oraz reżyserzy:
Andrzej Wajda
Janusz Morgenstern
Wojciech Marczewski
Jacek Bromski
Juliusz Machulski

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych to 60 lat produkcji filmów, dokumentów i seriali. Jej dyrektor Włodzimierz Niderhaus w skrócie przypomniał, jakie produkcje wyszły z Chełmskiej. Tu tworzyła się legenda Polskiej Szkoły Dokumentu, tu powstawały filmy Wajdy, Zanussiego, Kieślowskiego. Zrealizowano takie arcydzieła jak „Człowiek z marmuru”, „Barwy ochronne”, „Dekalog”. Z usług WFDiF korzystały największe produkcje filmowe jak „Ogniem i mieczem” Hoffmana czy „Pianista” Polańskiego.

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych nie otrzymuje dotacji budżetowych na działalność statutową, sama wypracowuje zysk, stając się dostarczycielem usług filmowych. Od lat kręci się na Chełmskiej serial „Na Wspólnej”, rocznie wywołuje się tu 10 milionów metrów taśmy filmowej, wykonuje kopie filmów i zwiastunów, z czego dochód przeznacza się na inwestycje w rozwój i modernizację WFDiF. Dzięki temu mogło powstać tu nowoczesne archiwum, a miejsce pracy znalazło 1500 osób. „Oprócz tego, że jest to miejsce pracy, dysponujemy również najnowszą technologią, jaka jest możliwa, do realizacji filmowej. To laboratorium, które obsługuje lekko licząc 40 procent filmów, nowoczesne archiwum do przechowywania zbiorów, siedziba 40 firm i instytucji filmowych” – mówił Niderhaus.

Współpracują z Wytwórnią przy Chełmskiej filmowcy i producenci z całego kraju przede wszystkim dlatego, że oferuje ona kompleksowe usługi na wysokim poziomie. Jej studio dźwiękowe umożliwia zgranie filmu we wszystkich formatach Dolby i nie ma ona w tym zakresie konkurencji. Jest jedyną firmą, która dysponuje własnymi środkami na produkcję filmową. W ostatnim czasie Wytwórnia była koproducentem takich filmów jak: „Ile waży koń trojański” Machulskiego, „Senność” Piekorz, „Boisko bezdomnych” Adamik, samodzielnie wyprodukowała „Generała Nila”, na premiery czekają filmy „Enen” Falka, „Operacja Dunaj” Głomba, „Różyczka” Kidawy-Błońskiego. „Wczoraj oglądaliśmy jeszcze ciepły film Jacka Petryckiego „Miasto bez boga” o walce społeczności nowohuckiej o kościół” – dodał do tej listy dyrektor Niderhaus.

„Pozwoliliśmy sobie zorganizować dzisiaj konferencję – powiedziała na wstępie dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz – będąc pewni, że usłyszymy zapewnienie, że projekt planu zagospodarowania przestrzennego dla Mokotowa w obszarze Wytwórni był jakąś niefortunną pomyłką. Zaprosiliśmy na konferencję przedstawicieli Urzędu Miasta, którzy nie znaleźli jednak czasu, aby się z nami spotkać. Skierowaliśmy to zaproszenie do pani Prezydent, do wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza, który jest odpowiedzialny za zagospodarowanie przestrzenne i do głównego architekta miasta”.

Urbaniści na zlecenie Urzędu Miasta w tamtym roku złożyli plan zagospodarowania przestrzeni na Mokotowie, w obszarze Sielc, gdzie mieści się ulica Chełmska. W pierwszej wersji planu na terenie dzisiejszej Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych miały znaleźć się apartamenty i drogi dojazdowe do nich.

Wytwórnia oraz minister kultury złożyli w terminie stosowne uwagi kwestionując ustanowienie pasa zieleni oraz kwestionując układ komunikacyjny i podnosząc argumenty, że w miejscu planowanych budynków znajduje się Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Urząd Miasta po uwzględnieniu części uwag zrezygnował z apartamentów i dopuścił prowadzenie na tym terenie działalności usługowej, ale nadal plan zakłada rozbiórkę części budynków w tym: Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy, nowych hal zdjęciowych, zakładów montażu i dźwięku, budynków Filmoteki Narodowej i kilkunastu innych. Układ komunikacyjny został zachowany, co powoduje, że WFDiF zostanie podzielona na sześć części, w miejscu pasa zieleni pojawiły się zaś wysokie drzewa.

„Jeśli plan zostanie uchwalony, to w przyszłości Wytwórnia nie będzie mogła modernizować ani budować nowych budynków czy hal, zostanie natomiast zobowiązana do licznych zmian, które uniemożliwią jej działalność, choćby nakazanie przełożenia wszystkich instalacji pod zaprojektowane drogi – powiedziała Odorowicz. - Miasto nie poinformowało Ministra Kultury, któremu podlega Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych i który jest dla niej organizatorem, że zamierza pozbyć się Wytwórni z tego terenu. Nigdy nie usłyszeliśmy propozycji, że dostaniemy inną działkę oraz środki finansowe. Nigdy też Miasto nie odważyło się powiedzieć, że Wytwórni tutaj nie chce. Trudno nam przyjąć do wiadomości, że za bardziej rozwojowe dla miasta uważa się apartamenty niż instytucję kultury o 60-letniej tradycji, która wnosi istotny wkład w rozwój sztuki filmowej” – mówiła Odorowicz.

Od początku, czyli wyłożenia planu w tamtym roku, radni Mokotowa, radni Komisji Planowania Przestrzennego Rady Miasta oraz minister kultury byli przeciwko takiemu planowi zagospodarowania przestrzeni, co wyrazili w stosownych uchwałach. Mimo to urbaniści i główny architekt miasta nie zdecydowali się przeprojektować tej części planu. „Jest to niezrozumiałe, tym bardziej że zaproponowany plan jest niezgodny ze studium, które zostało przyjęte dla tej części Warszawy, zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z dn. 27.03.2003 r. Studium w całości pozostawia Wytwórnię w kształcie obecnym. Został popełniony grzech podstawowy i nie podejrzewamy, że nieświadomy, tak jak nie możemy zakładać, że urbaniści, którzy przygotowali ten plan, to amatorzy – powiedziała Odorowicz. – Muszę powiedzieć, że zarówno pan minister jak i ja wielokrotnie spotykaliśmy się z panem wiceprezydentem Wojciechowiczem, ja rozmawiałam z panią prezydent i za każdym razem otrzymywaliśmy zapewnienie, że jest to pomyłka, a miastu bardzo zależy na Wytwórni. Wychodziliśmy uspokojeni po kolejnych uchwałach stosownych komisji. Tymczasem po kilu miesiącach dowiadujemy się z mediów, że miasto nie zamierza przeprojektować tej części planu, co najwyżej zamierza uchwałą radnych ten teren z planu wyłączyć”. Dlaczego jest to groźna sytuacja? Jeśli naokoło powstaną apartamentowce, a Wytwórnia będzie białą plamą w planie, to można spodziewać się  w przyszłości kolejnej próby uchwalenia tego samego planu.

„Muszę powiedzieć, że nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na żadne z pism skierowanych do pani prezydent i pana wiceprezydenta – dodała Odorowicz. – Nigdy miasto nie uwzględniło uwagi, jaką jest układ komunikacyjny, który uniemożliwia funkcjonowanie Wytwórni, ale daje przepustkę do inwestycji publicznej, na którą nie będzie miał wpływu właściciel tego terenu, czyli minister kultury. Działanie urzędników jest o tyle zaskakujące, że trudno sobie wyobrazić, jakie argumenty mogły stać za tym, żeby taki plan zaprojektować i dlaczego Urząd Miasta nie bierze pod uwagę stanowiska komisji planowania przestrzennego ani dzielnicy Mokotów, ani rady miasta Warszawy”.

Maria Rosołowska, przewodnicząca Komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska przedstawiła stanowisko kilkakrotnie przedstawiane na posiedzeniach komisji, Rady dzielnicy i Rady Miasta, które w pełni popierają starania Wytwórni o pozostawienie jej na swoim terenie bez zmiany układu komunikacyjnego. Mokotów proponował nawet  przeprojektowanie układu komunikacyjnego wokół Wytwórni, żeby uniknąć w przyszłości niekorzystnych zmian na jej terenie. „Dostaliśmy pismo z dn. 6.04.2009 r. podpisane przez pana Wojciechowicza, w którym czytamy, że: „Zaproponowany układ komunikacyjny nie powinien ulec zmianie, bo przyjęte rozwiązanie jest efektem przemyśleń i wnikliwych analiz specjalistów komunikantów i zespołu projektowego” – zacytowała Rosołowska. – 7 maja Biuro Architektury zadeklarowano, że będzie nowa wersja planu, która do tej pory się nie pojawiła. Nie ma terminu, nie na ma nowej wersji projektowej, nie ma pana Mikosa, który nam to obiecał”.

Przedstawiciel Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Zenon Butkiewicz, dyrektor Departamentu Narodowych Instytucji Kultury, powiedział, że ministerstwo przez pewien czas traktowało tę sprawę jako pomyłkę w planowaniu, ale z czasem okazało się, że sprawa nie jest tak prosta. „Chciałbym zapewnić, że ministerstwo popiera stanowisko Wytwórni i będzie to czynić konsekwentnie i wszystkimi dostępnymi środkami prawnymi” – powiedział Butkiewicz.

Następnie głos zabrali twórcy. Andrzej Wajda: „Jako człowiek stary i doświadczony boję się, że ile razy zdarza się coś zupełnie niemożliwego, absurdalnego, idiotycznego i bez sensu, okazuje się, że jest to jednak możliwe. Skóra mi cierpnie, bo wszystkie argumenty są za nami. Wszystkie stolice europejskich krajów posiadają wytwórnie filmowe na swoim terenie. Są powody, dla których tak się dzieje. Po wojnie szkoła i produkcja filmowa musiała tworzyć się w Łodzi i we Wrocławiu z oczywistych względów, przy czym w tym drugim miejscu ze względów propagandowych. Wrocław, w którym zrobiony był „Popiół i diament”, miały pokazywać na świecie, że to miasto jest nasze. Warszawa była jednak miejscem nieodzownym. Powoli, w nieco spóźnionych terminach, tutaj właśnie rozpoczął się film dokumentalny. Powiem nieco patetycznie, ale nasza krew, pot i zły wsiąkły w tę ziemię. Może krew była sztuczna, zrobiona przez charakteryzatorów, ale pot i zły były prawdziwe. Tuśmy robili filmy z całą świadomością, że wychodzą one na świat, żeby mówić coś o nas. Nie ma żadnej logiki w takim postępowaniu – wszędzie tam, gdzie jest kinematografia, a jedynym wyjątkiem jest Hollywood, wytwórnie są umieszczone w stolicy, dlatego, że przemysł filmowy łączy się z pewnymi decyzjami, które w tym mieście zapadają”.

„Nasuwa się pytanie o aspekt polityczny tej sprawy – dodał Jacek Bromski. – Platforma Obywatelska buduje stadiony, a pozbywa się instytucji kultury”.
„Warszawa jeśli chodzi o wspieranie kultury jest miastem, które bardzo cierpi – powiedział Wojciech Marczewski przypominając casus Konesera na Pradze, gdzie miało być miejsce przeznaczone dla kultury, ale przegrało z budownictwem mieszkaniowym. – Nie wierzę, żeby stolica pozbyła się w ogóle wytwórni filmowej, ale ile będzie kosztowało jej przeniesienie i kogo na to stać?” Marczewski żartował, że jest wiele miejsc, które nadają się pod apartamenty, jak Łazienki Królewskie albo Pole Mokotowskie – trochę drzew można zostawić, pałac również może być i to byłoby bardzo opłacalne. „Nie wykluczałbym aspektu finansowego i nie wiem, czy nie miałoby sensu złożenie doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie - zasugerował. – Daje do myślenia upór, jaki jest skoncentrowany na tym, żeby, pomimo kosztów, instytucję tę zlikwidować”. 

„Przykład Pola Mokotowskiego jest bardzo instruktywny – powiedział Maciej Strzembosz, prezes zarządu Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych. – Stopniowo rosły tam osiedla, które wrzynały się w Pole Mokotowskie. Tu jest zaproponowana ta sama metoda – otoczymy Wytwórnię rozmaitymi budynkami, zaproponujemy ciągi komunikacyjne, a potem okaże się, że mieszka tam ileś tysięcy ludzi i oni się domagają dróg. Albo jest supermarket, do którego nie można dojechać i klienci chcą parkingu. To jest znana od lat metoda, za komunizmu znana jako „przyczółkowe zaczepianie się o plan”. W tej chwili stosują ją deweloperzy: najpierw coś wybudujemy, a potem postawimy polityków pod ścianą, niektórych z nich i tak mamy już w kieszeni, więc rozpoczną akcję społeczną w interesie mieszkańców, którzy nie mogą dojechać do swoich domów. Po to też wprowadza się zieleń, żeby potem można ją zabudować. Tu jest po prostu 7,5 hektara działki w środku miasta i niepotrzebnie ma to służyć kulturze. Nasze spojrzenie na interes miasta jest inne: Wytwórnia to nie tylko kultura, ale także biznes. Wszystkie stolice biją się, żeby tego typu instytucje były w obrębie miasta – wyjaśniał Strzembosz - bo one ściągają biznes. Jeśli realizuje się w WFDiF serial TVN-u to zyski z niego można reinwestować w „Generała Nila”, a jeśli wytwórnia znajdzie się pod Żyrardowem czy gdziekolwiek indziej to produkcja TVN-u czy innego dochodowego przedsięwzięcia  przeniesie się w bardziej dogodne miejsce i miasto na tym straci”. Ponadto przypomniał, że miasta inwestują w tzw. clustry, siedziby firm, które znajdują się w pobliżu środków produkcji medialnej, które generują stały dopływ pieniędzy dla miasta i dzielnicy. „To jest sytuacja groźna z punktu widzenia Warszawy, kultury narodowej i przemysłu audiowizualnego” – podsumował Strzembosz.

Odwołując się do pytania z sali, czy gdyby Urząd Miasta zaproponował nową lokalizację pod WFDiF dyrektor Niderhaus powiedział: „Nie należy w ogóle tego rozpatrywać. Tutaj mamy miejsce, żeby rozbudowywać hale, lokalizacja łączy się z możliwością sprawnego realizowania wielu przedsięwzięć, stąd aktor ma blisko do radia,  do telewizji, na lotnisko itd. Nic nam lepiej nie zrobi niż zostawienie nas w spokoju”.
Juliusz Machulski: „Można też przenieść Uniwersytet Warszawski. To jest niebezpieczne pytanie, nie zadawajmy takich pytań”.
Andrzej Wajda: „Pomysły, żeby przenieść wytwórnię nie są aktualne, bo wokół miasta są już hale, których właściciele liczą na możliwość produkowania filmów, ale z tego, co wiemy nie są obłożone pracą, bo są daleko. Ponadto WFDiF jest doskonale wyposażona, a to trwało lata pracy. Wytwórnia jest tutaj, bo zawsze tutaj była i myśmy dali dowód naszymi filmami, że to jest nasze miejsce i my od tego miejsca nie odstąpimy, dlatego, że nie ma żadnych powodów, żeby przenosić Wytwórnię”.

Na pytanie, czy któryś z urzędników odbył wizytę w WFDiF Włodzimiarz Niderhaus odpowiedział: „Nigdy nikt tu nie był. Żaden architekt ze mną nie rozmawiał. Od 20 lat nikt z nami nie rozmawiał o zmianie lokalizacji tej wytwórni”.

„Wytwórnia jest jedną z niewielu instytucji, która jest w stanie dołożyć do debiutów, zwłaszcza w sytuacji, w której TVP wycofuje się z finansowania studia Munka” – powiedział Strzembosz. A o sytuacji politycznej: „Odbywa się walka buldogów pod dywanem, kiedy, chyba pierwszy raz w historii, prezydent miasta zwalcza ministra z tej samej partii”.

Monika Banach

 

AddThis Social Bookmark Button