Książki w filmach Romana Polańskiego [EBIB]

Kody kulturowe, zagadki, dodatkowe możliwości prowadzenia narracji w filmie, nowe możliwości koncepcyjne w fabule czy intrydze - to zalety wprowadzenia książki do filmu fabularnego. Milena M. Śliwińska z Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu przeprowadza analizę książki, jako dodatkowego aktora w filmografii Romana Polańskiego. Książki, zawarta w nich wiedza lub związany z nimi zawód, były często motywami jego obrazów, by wspomnieć tylko "Autora widmo", "Dziecko Rosemary", "Lokatora", "Dziewiąte wrota", "Pianistę" czy "Gorzkie gody". Tekst przygotowany dla EBIB.

Ta książka go zabiła — książki w filmach Romana Polańskiego

Streszczenie: Artykuł jest próbą rekonstrukcji motywu książki w pełnometrażowych filmach Romana Polańskiego. Wśród kinowych obrazów, w których wykorzystana jest książka znajdują się Dziewiąte wrota oraz Autor widmo. Książka w tych filmach jest swoistym kodem, zagadką, której rozszyfrowanie, złamanie gwarantuje wiedzę wyjątkową — rozpracowanie siatki szpiegowskiej lub zstąpienie do piekieł. Książka w kinematografii R. Polańskiego jasno określa także jego filmowych bohaterów — to pisarze, bibliofile, antykwariusze, księgarze, naukowcy, pasjonaci historii sztuki.

***

fragment

Roman Polański to jeden z najpopularniejszych współczesnych reżyserów na świecie. Swoją karierę reżyserską rozpoczął od tworzenia etiud, filmów
krótkometrażowych bądź niemych m.in. Rower, Rozbijemy zabawę, Uśmiech zębiczny, Morderstwo, Dwaj ludzie z szafą, Gruby i chudy. Obrazy te powstały w latach 1955–1961, kiedy R. Polański studiował w Łódzkiej Szkole Filmowej. W roku 1961 powstał także Nóż w wodzie - produkcja, która wpłynęła na zainteresowanie reżyserem poza granicami kraju i otworzyła mu drzwi do międzynarodowej kariery. R. Polański tworzy kino inteligentne, narracyjne, niespokojne, balansujące na krawędzi niepokoju i podejrzliwości, którego bohaterami są ludzie wykształceni, studenci lub pisarze, często ludzie zawodowo obcujący z książką. Oscyluje także w kręgach kultury wysokiej, naukowców i bibliofilów. W swoich obrazach powiela ważne dla siebie motywy - klaustrofobicznego nastroju, lęku, szaleństwa, władzy, relacji między ludźmi, okrucieństwa, przemocy, dominacji czy uległości. Produkcje te przeznaczone są dla odbiorcy przygotowanego do oglądania filmów, zanurzonych w innych tekstach kultury, w których książka staje się tłem, głównym rekwizytem, a nawet bohaterem, bezcennym przedmiotem pożądania, czymś wartym każdej ceny, nawet życia. Nie sposób nie obejrzeć choćby kilku jego filmów, aby nie stwierdzić, że książka jest dla reżysera elementem ważnym, a czasem niezbędnym - bohaterowie czytają, podróżują z książką, uczą się, pracują w antykwariacie czy też piszą książki, są posiadaczami białych kruków.

Obecność książki w obrazach R. Polańskiego miała różne cele - raz był to podstawowy rekwizyt, a innym razem urastała do rangi motywu przewodniego, spiritus movens akcji. Filmy, w których nie było wątku książkowego to: Matnia, Tragedia Makbeta, Frantic, Chinatown oraz Śmierć i dziewczyna. W pozostałych realizacjach książki zataczały mniejsze lub większe kręgi, stwarzając impuls do działania, będąc rozwiązaniem zagadki, elementem charakteryzującym bohaterów, jej właścicieli. Odkrywały tajemnice, prześladujące i nurtujące filmowych bohaterów,
jak np. w filmie Autor widmo.

(...)

Książkę jako klucz, jako dzieło pożądane, za które warto umierać i zabijać pokazał R. Polański także w Dziewiątych wrotach. Film produkcji francusko-amerykańskohiszpańskiej wyreżyserował w 1999 r. Scenariusz obrazu został oparty na powieści Arturo Pérez-Reverte'a Klub Dumas. Główną rolę — antykwariusza, bibliofila Deana Corso zagrał Johnny Depp. Corso specjalizował się w odnajdywaniu zaginionych dzieł, pierwodruków i białych kruków. Robił to dla majętnych kolekcjonerówbibliofilów.

Cel, dla niego, uświęcał każdą metodę. Książki zdobywał oszukując i prowadząc nieetyczne gry. W ten sposób odnalazł na przykład rzadkie, czterotomowe wydanie Don Kichota. Od wydawcy — Borisa Balkana — gromadzącego w swojej bibliotece dzieła związane z diabłem, otrzymał zadanie odnalezienia trzech zachowanych na świecie, pozostałych egzemplarzy, niedawno zakupionej książki. Antykwariusz miał porównać ich autentyczność. Autorem rzeczonej publikacji był wenecjanin — Aristide Torchi, który napisał ją w roku 1666, na podstawie dzieła stworzonego przez samego diabła. Za ten czyn autor, wyrokiem Świętej Inkwizycji, spłonął na stosie. Balkan nabył ją od Andrew Telfera, który dzień po transakcji popełnił samobójstwo. Księga Dziewięć wrót Królestwa Cieni ilustrowana była dziewięcioma rycinami, które poprawnie zinterpretowane i ułożone miały przywołać diabła i otworzyć wrota do piekła. Książka to brama, klucz do innego wymiaru, do piekła.

Corso, dla którego liczył się zysk, podjął się zadania porównania wolumenów, z których jeden znajdował się we Francji, a drugi w Portugalii. Zanim jednak wyruszył w podróż, wokół niego zaczęły dziać się dziwne rzeczy: pojawiła się tajemnicza blondynka, ktoś czyhał na jego życie, ktoś go śledził, ktoś splądrował jego mieszkanie, ktoś zabił przyjaciela, u którego Corso ukrył księgę (został powieszony w taki sam sposób, jak jedna z postaci na ilustracji w Dziewiątych wrotach).

W Hiszpanii od antykwariuszy, braci Ceniza, Corso dowiedział się, że niektóre z rycin w książce sygnowane są LCF i różnią się od tych, którymi ilustrowane są pozostałe egzemplarze. Różnice były detaliczne: klucze do bramy, noga wisielca, zamurowane okno. Wiedza ta doprowadziła bibliofila-poszukiwacza do intrygujących wniosków oraz niebezpiecznych sytuacji.

Książka Dziewiąte wrota w rzeczywistości nie istniała. Wymyślono ją, tak samo jak jej autora. Okładką nawiązywała do Necronomiconu — fikcyjnej publikacji, stworzonej, na potrzeby opowiadań, przez Howarda Phillipsa Lovecrafta. Necronomicon to mistyczna książka i choć sam autor pogłoski twierdził, że to jego wymysł, to byli ludzie, którzy wierzyli w jej istnienie. Książka poszukiwana przez Corso to publikacja cenna, rzadka, z punktu widzenia bibliofila, ale również pod względem ideologicznym. Posiadanie jej sprowadzało na właściciela pokusę użycia jej, poznania prawdy, zbliżenia się do odkrycia tajemniczego i niedostępnego dla nikogo. Pragnienie okazywało się niebezpieczne i prowadziło bohaterów do śmierci. Książka pobudzała skrywane żądze i pragnienia. Ludzie, którzy chcieli ją mieć, zdolni byli do wszystkiego. Nie odróżniali dobra od zła, a to tworzyło podatny grunt do działania złych mocy. Zaklęcia zapisane szyfrem i wiedza o nich jedynie podsycały chęć przekroczenia granicy.

(...)

Z kolei w Pianiście — wojennym obrazie Polańskiego — rodzina Szpilmanów, zamknięta w getcie, starała się o jakieś pieniądze, chcieli przeżyć. Nie mieli już nic cenniejszego niż książki, zgromadzone w prywatnej bibliotece, które próbowali sprzedać. Czasy i okoliczności nie sprzyjały jednak zagłębianiu się w dzieła literackie — jedyne co udało się spieniężyć, to Idiotę Fiodora Dostojewskiego. Kompletowane książki miały się stać metodą na przetrwanie, jednak nikt w tych czasach nie miał pieniędzy, żeby je kupić. Szpilmanowie przywiązani do książek zabrali je nawet ze sobą do getta, a rezygnowali z nich w ostateczności.

(...)

W Lokatorze książka określała kobietę, samobójczynię, już zza grobu. Ten film R. Polańskiego, będący ekranizacją powieści Rolanda Topora Chimeryczny lokator, to obraz oscylujący między przeszłością a teraźniejszością. Pokazywał, jak przeszłość może rzutować na nasze życie. Kiedy do starej kamienicy wprowadził się mężczyzna, nie zdawał sobie sprawy, jak ta przeprowadzka wpłynie na jego życie. Po pewnym czasie zaczął podejrzewać swoich sąsiadów o zmowę i o to, że chcą go zmienić w dziewczynę — egiptolożkę, która mieszkała w tym mieszkaniu przed nim.
Okazało się, że dziewczyna umarła na skutek obrażeń poniesionych w próbie samobójczej. Trelkovsky — grany przez R. Polańskiego — zaczął sądzić, że sąsiedzi z kamienicy mają coś wspólnego ze śmiercią dziewczyny. Sytuacja pogorszyła się, gdy emigrant zaczął posądzać tych samych sąsiadów o to, że czyhają też na jego życie. U przyjaciół samobójczyni widział książkę, dotyczącą Egiptu, która kiedyś została pożyczona jednemu z nich. Trelkovsky poprosił również o jej pożyczenie. Nie przeczytał jej jednak, nie przeglądał. Książka to jeden z nielicznych sygnałów o profesji i zainteresowaniach nieżyjącej już kobiety, której los zdawał się podzielić chłopak.

Niektórzy bohaterowie R. Polańskiego zawodowo zajmowali się książkami, m.in. księgarz z Olivera Twista. Mężczyzna, który chce przygarnąć Olivera, w tej roli Barney Clark, to dość zamożny i bardzo szanowany księgarz. Pragnął on wyciągnąć chłopca z rąk bandy młodocianych złodziejaszków, którymi kierował Fagin — złodziej i rzezimieszek, zamierzając przyuczyć sierotę do swojego fachu. Zainteresowanie książkami zgubiło pana Brownlowa, który został okradziony przez chłopaków, gdy oglądał książki wystawione na sprzedaż przed księgarnią. W samym Oliverze natomiast obudziło się zainteresowanie książkami. Gdy księgarz zachwalał mu swoją bibliotekę, chłopiec doszedł do wniosku, że wolałby książki czytać niż pisać. Ta chęć czytania charakteryzowała Olivera jako chłopca o dużym potencjale, który miał szansę rozwinąć się, wejść w literacki świat i wiedzę, jaką mogły mu dostarczyć tylko książki.

(...)

Wprowadzenie książki w filmach R. Polańskiego miało swój cel. Było usankcjonowane przesłankami. Kodeks zawsze wprowadzał pewne informacje, precyzował je i odpowiadał. Trzeba tylko umieć odczytać, odszyfrować, zrozumieć, wpaść na pomysł jak dotrzeć do zakamuflowanej prawdy. Takie podprogowe podawanie informacji, zmuszanie bohaterów i widzów do rozwiązywania niewiadomych i kodów, wprowadzało niepokój, niepewność i pewien element grozy.Tajne elementy, jak w Autorze czy we Wrotach, budziły u widza napięcie, zaintrygowanie i ciekawość. Określony tytuł, znajdujący się w miejscu akcji był również elementem, rekwizytem, który mówił nam coś o postaciach, o ich zainteresowaniach, pracy czy hobby. Dawał możliwość pośredniego powiedzenia czegoś o bohaterze. Scenarzyści nie musieli wszystkich informacji zamieszczać w dialogach. Jeden tytuł — i skierowanie na niego oka kamery — potrafiło powiedzieć więcej o właścicielu niż pewnie on sam o sobie (w myśl zasady: pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci, kim jesteś). Do takich informacji widz musiał jednak dojść sam, co sprawiało mu interpretacyjną radość.

Podsumowując należy podkreślić, że warto książkę wprowadzać do filmów, gdyż daje ona możliwość prowadzenia narracji na więcej niż tylko jednym poziomie fabuły filmu. Takie opowiadanie daje dużo większe możliwości koncepcyjne w fabule, intrydze, zaciekawieniu widza. Książka staje się wtedy dodatkowym aktorem, który potrafi pomóc w rozwikłaniu problemu albo może go jeszcze bardziej zapętlić, tak było właśnie u R. Polańskiego.

Milena M. Śliwińska, Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu

Tekst przygotowany został dla biuletynu EBIB (nr 4/2012),
publikacja na stronie Audiowizualni.pl za zgodą Stowarzyszenia EBIB.
Wybór fragmentu i podkreślenie: Audiowizualni.pl.

DO POBRANIA: Książki w filmach Romana Polańskiego

 

AddThis Social Bookmark Button