Technologia starych [EBIB]

Artykuł podejmujący interesujące kwestie postrzegania i stosunku użytkowników do nowych technologii przygotowany przez p. Aleksandra Radwańskiego z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich dla EBIB. Autor podejmuje dyskurs z tezą czy Internet w dzisiejszym kształcie zostanie odrzucony przez osoby dojrzałe, które nie są uzależnione od funkcjonowania w sieci. Czy narodzi się Internet2 (nie mylić z Web 2.0) oraz czy nowe technologie spełniają wszystkie kategorie użyteczności.

Technologia starych

Streszczenie: Artykuł porusza temat stosunku użytkownika do technologii w kontekście współcześnie występujących zjawisk. Tytułowa „technologia starych” koncentrująca się na modernizacji została przeciwstawiona „technologii młodych”, skupiającej się na mnożeniu nowych rozwiązań. Ekspresja internetowa, w tym Web 2.0, nie przyniosły w istocie tak znaczących efektów jak zapowiadano, bowiem jej rola modernizacyjna okazała się ograniczona. Postacie Steve’a Jobsa i Dennisa Ritchie’ego stanowią klamrę dla tych rozważań.

***

(...)

Upowszechnienie szerokopasmowych łączy (w dawnym znaczeniu każde dzisiejsze łącze jest „szerokopasmowe”), spadek cen dostępu do Internetu i rozkwit darmowych usług sieciowych oddał w ręce internautów bezprecedensową mnogość kanałów ekspresji. Blogi, mikroblogi, fotoblogi, fora, e-ziny, indywidualne portale, newslettery, media strumieniowe (na czele z YouTube’em) i portale społecznościowe (na czele z Facebookiem) umożliwiają praktycznie nieograniczoną akcję publikacyjną, którą może wykonać — literalnie — każdy. Ta mnogość środków sugerowałaby, że podaż interesujących treści, generowanych przez niezależnych twórców, zacznie rosnąć lawinowo. Tak się jednak nie stało. Po pierwsze, dlatego że wraz z demokratyzacją dostępu do sieci w Internecie pojawiła się rosnąca grupa użytkowników, którzy nie mają nic istotnego do przekazania, presja mody i ambicji skłania ich natomiast do intensywnego publikowania. Po drugie, użytkownicy mający coś do przekazania zderzyli się z nadmiarem kanałów dystrybucji, co z kolei spowodowało dość duże rozproszenie interesujących publikacji.

Najpoważniejszymi dostawcami wartościowej treści okazały się dobrze zorganizowane instytucje (biblioteki naukowe i narodowe, archiwa, agencje rządowe, fundacje), z pragmatyką ukształtowaną przez media analogowe. Oddolna kreatywność okazała się mitem. Wzbogaca ona niewątpliwie nasze środowisko informacyjne, ale nie jest w stanie odgrywać wiodącej roli.

(...)

Cały ten proces rozwoju „cyfrowej ludyczności”, którego dynamika jest dużo większa niż dynamika „cyfrowej scholaryzacji”, pokazuje, że technologia może nas poprowadzić w kierunkach, w których wcale pierwotnie nie planowaliśmy iść. Stanie się to nie pierwszy raz, jednak przymus udziału w sieciowym karnawale jest wyjątkowo przykry dla użytkowników chcących wykorzystywać sieć do celów profesjonalnych. Nawet przy dużej samodyscyplinie i radykalnym filtrowaniu cyfrowego śmiecia trudno uniknąć straty czasu. Ostatecznym krokiem jest wyjście ze świata cyfrowej komunikacji, jednak na takie rozwiązanie stać głównie starszych użytkowników, którzy nie popadli w sieciowe uzależnienie.

(...)

Po co nam zatem technologia „stałego dostępu”, jeśli nie chcemy z niej korzystać? Ponieważ tak naprawdę możliwość stałej aktywności wcale do niej nie pobudza, wymóg kreatywności nie wyzwala w nas chęci do własnej twórczości, zaś łatwość dotarcia do ogromnych zasobów informacji i wiedzy nie uczyniła nas mądrzejszymi. Idea „stałego dostępu” to głównie narzędzie kreowania globalnego konsumenta, który gwarantuje rozwój globalnego rynku IT. Szlachetne pomysły w rodzaju wyrównywania szans, większego dostępu do wiedzy i dóbr kultury, możliwości permanentnej edukacji można było realizować za pomocą mniej kosztownych i bardziej niezawodnych technologii niż stosowane obecnie. To jednak zahamowałoby dynamikę rynku, który napędzany jest ciągłymi zmianami. Bardziej zrozumiałe w tym kontekście stają się działania koncernów medialnych, które poprzez takie dokumenty, jak SOPA czy ACTA, chcą uregulować ten rynek również w zakresie rozpowszechniania treści, by łatwiej dokonać podziału tortu, jak to się dzieje na rynku analogowym. Ostra reakcja użytkowników Internetu nie powstrzyma całkowicie tej tendencji. Będą powstawać niejawne porozumienia i umowy, które prędzej czy później przekształcą Internet w część rynku medialnego, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Można się też spodziewać rozwoju „sieciowego podziemia” - bo gdzie są zamki, tam zawsze powstają wytrychy.

(...)

Przeciwstawienie „technologia młodych” - „technologia starych” jest oczywiście czysto umownym zabiegiem retorycznym, by lepiej zrozumieć różnice w podejściu do technologii. Nie każda „nowość” jest automatycznie nowoczesna, jak nie każde zastosowanie komputera oznacza pomoc i usprawnienie.

Aleksander Radwański, Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Tekst przygotowany został dla biuletynu EBIB (nr 2/2012),
publikacja na stronie Audiowizualni.pl za zgodą Stowarzyszenia EBIB.
Wybór fragmentu i podkreślenie: Audiowizualni.pl.

DO POBRANIA: Technologia starych

 

AddThis Social Bookmark Button