Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Partnerzy Magazyn Filmowy SFP Budując łamigłówkę - rozmowa z Maciejem Bochniakiem o serialu Belfer [Magazyn Filmowy]

Budując łamigłówkę - rozmowa z Maciejem Bochniakiem o serialu Belfer [Magazyn Filmowy]

Rozmowa z Maciejem Bochniakiem, który wraz z Krzysztofem Łukaszewiczem reżyseruje drugą serię serialu kryminalnego Belfer (premiera w październiku w Canal+)

Druga seria Belfra jest zupełnie inna od pierwszej.
Jest zdecydowanie mocniejsza dramaturgicznie, mamy też inną konstrukcję całej opowieści. Najpierw jest wielkie „bum” i nawet teoretycznie wiemy, kto za tym stoi. Cała zabawa opiera się jednak na składaniu rozrzuconych ogniw układanki. Nie robiliśmy stylistycznej rewolucji, jeśli chodzi o tempo, sposób narracji czy montaż. Trzeba pamiętać, że weszliśmy w buty pierwszego sezonu. Pewne rzeczy zostały już nakreślone.


Na czym polega wyjątkowość Belfra?

Na bardzo dobrym scenariuszu. W Polsce są ludzie, którzy potrafią pisać, ale na stworzenie tekstu kryminalnego potrzebny jest czas i warunki. Nie często zdarza się pracować przy tak sensownym i ambitnym projekcie.

Miałeś możliwość ingerencji w scenariusz Moniki Powalisz, Jakuba Żulczyka, Bartosza Ignaciuka i Wojciecha Bockenheima?
Było bardzo mało sytuacji, kiedy na planie okazywało się, że to, co zostało napisane, nie gra. Oczywiście odbijaliśmy się od pewnych rzeczy, gdyż przyszły lokacje, konkretni aktorzy i wtedy tekst zawsze zaczyna żyć własnym życiem. Dla mnie była to przede wszystkim lekcja gatunku, jakim jest kryminał, bo nigdy wcześniej nie miałem z nim praktycznej styczności. On rządzi się swoimi ścisłymi prawami i regułami. Ujawnianie kolejnych elementów jest kluczowym zabiegiem merytorycznym, dlatego należało wiedzieć, gdzie trzeba się trzymać scenariusza, który gwarantował, że zbudujemy łamigłówkę atrakcyjną dla widza, do samego końca. Zresztą aktorzy też się w nią bawili.

To znaczy?
Do ostatniego momentu nie znali ósmego odcinka. On odkrywa zupełnie niespodziewane zakończenie.

Jak zareagowali?
Próbowali się dowiadywać na swój sposób. Stworzyła się swoista gra pozorów, w której wielu z nich starało się wyczytać z twarzy kolegów, czy ktoś wie coś więcej. Bo jeśli wie, to pewnie znaczy, że jego postać maczała palce w finalnym konflikcie. To z kolei dawało szanse na snucie następnych domysłów. Przyznam szczerze, że było to bardzo ciekawe doświadczenie.

Pierwszą serię wyreżyserował Łukasz Palkowski. Jak wchodzi się do wykreowanego świata?
Jeśli popatrzymy na amerykańskie seriale, to widzimy, że za większością stoi jeden człowiek. Tworzy koncepcję, często jest też autorem scenariusza. Reżyserzy się zmieniają, nawet wewnątrz jednego sezonu i w zasadzie nie ma to dla widza większego znaczenia. W przypadku Belfra kluczowym ogniwem jest producent Wojtek Bockenheim. Współtworzył scenariusz i miał znaczące zdanie w doborze twórców. Był z nami na planie i czuwał, aby pomimo tego, że drugi sezon realizowało dwóch reżyserów wszystko było spójne. My z Krzysztofem Łukaszewiczem zmienialiśmy się czasami nawet tego samego dnia. Bywało, że ja miałem sceny do południa, a on po południu. Jednak przed zdjęciami odbyliśmy serię spotkań i ustaliliśmy koncepcję. Dzięki temu, że mieliśmy jednego operatora, zadanie było ułatwione. Wizualnie serial bardzo się różni od pierwszej części, gdyż Michał Sobociński zaproponował oryginalną metodę filmowania.

Jaką?
Używał obiektywów szerokokątnych, które zmieniają perspektywę widzianego świata, zmniejszają dystans do bohatera, a kamera jest zawsze blisko postaci. Uczyliśmy się chwilę tego stylu, ale powiem ci, że oglądałem zmontowane odcinki i to robi wrażenie. Wykorzystuje w pełni doskonale wybrane lokacje.

Drugi sezon rozgrywa się nie w miasteczku, ale we Wrocławiu.
To jest ciekawa rzecz. Główny bohater zręcznie radził sobie na prowincji, gdzie potrafił wykorzystać swoje doświadczenie z pracy w Warszawie. Jednak w mieście jego triki nie do końca działają. Rozpoczynając pracę w prywatnym liceum we Wrocławiu, styka się z dziećmi bogatych rodziców. Oni okazują się trudnymi przeciwnikami. Nie do końca pozyskuje ich zaufanie.

Myśląc o pierwszej serii, nie sposób nie zauważyć rozwiniętego tła społecznego opisującego relacje w niewielkiej wspólnocie. Czy zgodzisz się, że Belfer to opowieść o Polsce?
Pierwsza seria tak. Druga natomiast przenosi ciężar akcji w inne miejsce. Z odcinka na odcinek wchodzimy coraz głębiej w nowe obszary, których kompletnie się nie spodziewamy.

Czy Maciej Stuhr chciał dokonać zmian w swojej postaci w drugiej serii?
Maciek wchłonął Belfra – Pawła całkowicie. Zbudował rolę w pierwszej serii wraz z Łukaszem Palkowskim. Dużo rozmawialiśmy na temat sposobu prowadzenia tej postaci. Paweł zostaje poddany próbie i przechodzi większą przemianę niż wcześniej; nawet fizyczną. Bardzo głęboko wchodzimy w psychologię bohatera.

W serialu pojawiają się: Michalina Łabacz, Eliza Rycembel, Jakub Gąsowski. Jak pracowało się z młodymi aktorami?
Fantastycznie, są chłonni i ambitni. Ale oczywiście odczuwali też często stres. Naszym zadaniem było więc oswojenie ich z planem (zwłaszcza debiutantów) i podanie pomocnej dłoni, aby zredukować sytuacje, gdy zaczynają się blokować.

Wszyscy mają duże oczekiwania względem drugiego sezonu.
Producenci podjęli ryzyko i powierzyli realizację serialu młodym twórcom – mam 33 lata, Michał Sobociński 30 i oto stajemy na planie z Maćkiem Stuhrem i masą młodych aktorów, ze świetnym tekstem, który możemy wspólnie realizować. Dodatkowo większość kręciliśmy na zdjęciach wyjazdowych, więc po dniu pracy nie idziesz do domu, ale cały czas przebywasz z tymi samymi ludźmi na gadaniu i byciu ze sobą. Staliśmy się zgraną ekipą, która spędziła ze sobą trzy miesiące. Pracowaliśmy na fali, po długich nieprzespanych nocach wstawaliśmy, i każdy miał masę pomysłów i uśmiechniętą twarz. To cementuje, daje pozytywna iskrę do działania.

Kiedy kończysz kręcić, rozstajesz się z bohaterami i historią?
W przypadku Belfra nie od razu, bo zaczął się proces montażu. Kiedy siedzisz w montażowni, mierząc się z nakręconym materiałem, zaczynasz dochodzić do pewnych przemyśleń i analiz. Śmiało można powiedzieć, że to po prostu „dłuższy film”. Jestem pewien, że fabuła, postaci i sposób ich pokazania wciągną widza w nasz świat i będą go trzymać w napięciu – tak jak nas, całą ekipę, do samego końca.
rozmawiał Marcin Radomski

* Maciej Bochniak zadebiutował filmem Disco Polo, za który otrzymał Nagrodę „Perspektywa” im. Janusza „Kuby” Morgensterna dla najbardziej obiecującego debiutu w 2015 roku.

Magazyn Filmowy SFP 2017

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!