Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Partnerzy Magazyn Filmowy SFP Można oglądać film bez obrazu - rozmowa z Renatą Nych, przewodniczącą Mazowieckiego Stowarzyszenia Pracy dla Niepełnosprawnych De Facto [Magazyn Filmowy]

Można oglądać film bez obrazu - rozmowa z Renatą Nych, przewodniczącą Mazowieckiego Stowarzyszenia Pracy dla Niepełnosprawnych De Facto [Magazyn Filmowy]

Jak została pani promotorką kina dla niewidomych?
Trochę z przypadku. Wcześniej pracowałam z niepełnosprawnymi. Walczyłam, by takie osoby mogły pracować. Byłam przekonana, że jeśli będą mieć pracę, ich życie będzie łatwiejsze. Z czasem zaczęłam baczniej przyglądać się problemom osób niewidomych. Zauważyłam, że to, co wyklucza je, jeszcze bardziej niż ludzi z innymi niepełnosprawnościami, to brak dostępu do informacji i kultury. Dlatego najważniejszy był dla mnie i dla Stowarzyszenia De Facto, w którym zaczęłam pracować, kiosk z prasą, dającą możliwość swobodnego dostępu do informacji osobom niewidomym. Zależało mi, żeby były w nim nie tylko periodyki zajmujące się polityką, ale też filmem czy teatrem.

Udało się?
Tak, w naszych zasobach pojawiła się prasa kobieca i hobbystyczna, łącznie mamy ponad 50 tytułów, które są przetworzone na brajla, co jest bardzo istotne.

Dlaczego nie wystarczy syntezator mowy?
Bo osoby niewidome wyjątkowo cenią sobie spokój. Słuch jest najbardziej nadwyrężanym przez nie zmysłem. Tylko lektura brajlem umożliwia im wyciszenie się, którego tak bardzo potrzebują. Dodatkowo, mogą czytać taką prasę w drodze do pracy – w środkach komunikacji masowej, gdzie syntezator mowy nie sprawdzi się ze względu na hałas.

Które tytuły cieszą się największym wzięciem?
Tygodniki, miesięczniki i prasa specjalistyczna, bo najwolniej się dezaktualizują i są bogate w ciekawostki. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszy się prasa poświęcona modzie i filmowi, jak i działy w gazetach, które tych obszarów dotyczą. Większość z nas żyje stereotypem, że niewidomi nie oglądają filmów i nie dbają o swój wygląd, co jest kompletnie nieprawdziwe. Tak samo zresztą jak przekonanie, że nie czytają książek, tylko ich słuchają.

Wśród niewidomych nie ma kryzysu czytelnictwa?
Niewidomi czytają więcej niż my, zdarza się, że nawet 50 książek rocznie. Także brajlem, który pozwala uczyć się i utrwalać ortografię. Podobnie jest z filmem, do którego niewidomi, którzy kiedyś widzieli, tęsknią najbardziej. Odkąd pojawiła się audiodeskrypcja, mogą na powrót być na bieżąco, a jak powiedziałam, to jest najważniejsze. Choć muszę przyznać, że sama przez długi czas nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że można oglądać film bez obrazu.

Dziś to panią nie dziwi?
Teraz wiem, że niektóre osoby nie widzą przed sobą nic, tylko ciemność, inne natomiast odcienie szarości z jakimiś elementami, które pojawiają się na ekranie, a jeszcze inne widzą światło. To wszystko zależy od wad, jakie mają. Znajome osoby, które nie widzą, opowiadają mi na przykład, że kiedy wchodzą do mieszkania, nadal zapalają światło, a siadając przed komputerem, włączają lampkę, choć przecież niczego to nie zmienia. Jest to więc bardziej kwestia psychiczna, dlatego niektórzy niewidomi wciąż oglądają filmy razem z obrazem. Tytuły, do których dajemy im dostęp w Stowarzyszeniu, też są filmami z obrazem, ale to oglądający decyduje, czy chce go włączyć, czy tylko ograniczyć się do ścieżki audiodeskrypcji.

Postawiliście jako Stowarzyszenie na festiwal filmów dla niewidomych, który rokrocznie odbywa się w Płocku. Jaka była motywacja do jego zorganizowania?
Chcieliśmy, żeby widzowie oglądali filmy w zbiorowości, i żeby ze sobą o obejrzanych dziełach rozmawiali, czyli tak jak na innych festiwalach. W Płocku niewidomi spędzają ze sobą kilka dni, zawiązują znajomości, spierają się, rozmawiają o filmie, co staje się przyczynkiem do rozmowy o życiu. Nasza publiczność jest wyjątkowa, bo nie ma problemu z opowiadaniem o emocjach, ani komentowaniem sytuacji w filmie przez pryzmat swoich doświadczeń. Na co dzień nie chcemy, żeby ludzie o nas dużo wiedzieli, a w Płocku wszystko dzieje się trochę na odwrót i wbrew dominującym tendencjom. Ludzie, którzy do nas przyjeżdżają, biorą specjalnie na czas festiwalu urlopy. Impreza stała się istotnym punktem w ich kalendarzu.

Ile osób przyjeżdża do Płocka, a ile korzysta z kiosku?
W naszym kiosku zrzeszonych jest ponad 2500 osób niewidomych i słabowidzących. Na pewnym etapie zaproponowaliśmy im udział w klubie filmowym. Zakładaliśmy, że zainteresuje on 50 osób, a zgłosiło się ponad 300. W efekcie musieliśmy na nowo zweryfikować budżet, żeby móc dostarczać kopie filmowe z audiodeskrypcją do wszystkich chętnych. Dziś klub liczy ponad 400 członków, którzy aktywnie zaczynają działać lokalnie: organizują projekcje w swoich miastach. W jednych miejscach przychodzi na nie kilka osób, w innych kilkadziesiąt. Do Płocka przyjeżdża tylu widzów, ilu jesteśmy w stanie przyjąć, obecnie jest to około 90 osób. Kiedy zobaczyliśmy, że jest zapotrzebowanie na filmy z audiodeskrypcją, uruchomiliśmy też internetowy Klub Konesera, w którym pokazujemy klasykę – ostatnio choćby Dwunastu gniewnych ludzi Sidneya Lumeta, Lśnienie Stanleya Kubricka, Skazanych na Shawshank Franka Darabonta czy Zaklęte rewiry Janusza Majewskiego. Te pokazy są opatrywane komentarzem specjalistów z zakresu filmu – krytyków i historyków kina, co pozwala naszym widzom na pełny odbiór tych dzieł, o których dyskutują na specjalnych forach internetowych.

Przekładacie na audiodeskrypcję nowości i klasykę. Są filmy, których nie da się przełożyć?
Najtrudniej jest z takimi dziełami jak Drzewo życia Terrence’a Malicka, gdzie jest mało dialogów, a dużo opowiadania za pomocą obrazów, kadrów. Takie filmy są wyzwaniem i dla twórców audiodeskrypcji, i dla widzów. Ale myślę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Przecież Malick jest często niezrozumiały także dla osób widzących i wymaga dyskusji, rozmowy, zastanowienia.

Czyli nie ma cenzury?
Powiem szczerze, że na ostatnim festiwalu bałam się pokazu filmu Lobster Yorgosa Lanthimosa. Raz, bo to kino, które wymaga znajomości kontekstu społeczno-politycznego Grecji, bardzo odważne i w formie, i w treści, irracjonalne, a dwa, bo jest taka scena, w której bohater wydłubuje sobie oczy. Ona musi być bardzo trudna dla osób niewidomych. Nasza publiczność jednak zaskoczyła mnie otwartością na tego typu środki wyrazu. Widzowie dostrzegli w tym istotny przekaz. Wielu niewidomych jest mocno wierzących, co zakładałoby, że powinniśmy mieć na względzie to, by nie pokazywać kina bulwersującego seksualnie czy brutalnie. Ale tak naprawdę bariera jest w nas, którzy w ten sposób osoby niewidzące postrzegamy. Sami musimy nauczyć się ją przekraczać. Z roku na rok przekonuję się, że mam do czynienia z mądrą, refleksyjną, kulturalną widownią, która uczy się kina i ma na jego temat bogate przemyślenia. Chcemy dostarczać pretekstów do tego, by tych przemyśleń było jak najwięcej. To jest nasz obowiązek.

rozmawiał Artur Zaborski

Magazyn Filmowy SFP 2017

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!