Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Postprodukcja Obraz Montaż obrazu - Jak się tworzy przekład scenariusza na język filmu

Montaż obrazu - Jak się tworzy przekład scenariusza na język filmu

Zmieniło się narzędzie pracy, ale nie cel, wciąż chcemy uzyskać to samo – twierdzi Zbigniew Niciński. Montażysta i realizator telewizyjny opowiada o montażu, kluczowym elemencie postprodukcji oraz różnicach między współczesnym montażem cyfrowym a tradycyjnym, na taśmie.

Montaż to najważniejszy element postprodukcji. Od tego, jak film został zmontowany, zależy jego końcowy wydźwięk...
Montaż uwypukla wszystko, co tworzy ekipa filmowa, nawet kostiumy. Ale przede wszystkim pierwotny tekst, pomysł, scenariusz, scenopis. Przekład scenariusza na język filmu rozgrywa się w montażowni. Czasem, w wyniku montażu, w dziele filmowym ostatecznie nie zostaje nic z tego, jak było ono oryginalnie realizowane. Najważniejsze, by dzięki montażowi wydobyć emocje, które potem będzie odczuwać widz. Nie jest ważne, jakie uczucia pokazujemy w filmie, ale jakie wywołujemy u publiczności. Bardzo istotnym etapem montażu jest wybór dubli.

To chyba najbardziej żmudny etap pracy...
Zgadza się. Dużo zależy od sposobu pracy. Są reżyserzy, wymagający absolutnego podporządkowania się i działania pod ich dyktando. Ja wolę pracować samodzielnie i moja współpraca z reżyserem zaczyna się w chwili, gdy pokazuję mu tzw. układkę.

Spomiędzy ilu dubli – przeciętnie – montażysta wybiera to jedno, najlepsze ujęcie?
Zazwyczaj kręci się od trzech do piętnastu, czasem dwudziestu dubli. Ich liczba zależy od stylu pracy reżysera. Dubli jest wiele, gdy powstaje serial telewizyjny z pogranicza dokumentu, w którym naturszczycy muszą zagrać jakąś scenę. Jako nie-aktorzy nie mają podstaw zawodowych. Dubli może więc być nawet dwadzieścia. Gdy grają aktorzy zawodowi, jest ich mniej.

Niektórzy reżyserzy słyną z tego, że realizują ogromną liczbę dubli...
Myślą, że dwudziesty dubel będzie najlepszy. Ja jednak sądzę, że jakość spada z każdym kolejnym. Najlepszych jest pierwszych pięć, sześć. Chyba, że chce się wydobyć coś konkretnego. Wówczas gra się dopóty, dopóki to coś - czego szuka reżyser - się nie znajdzie.

Czy przed przystąpieniem do montażu rozmawia pan z reżyserem o tym, jaką wymowę ma mieć film?
Jeżeli film jest produkcją służącą jedynie rozrywce, to nie muszę tego robić.

Czyta pan scenariusz przed rozpoczęciem pracy?
Tak, ale nie lubię się za bardzo na nim skupiać. Bardziej mnie interesuje opowiadanie – wystarczy mi dwu- czy też trzystronicowa nowela. Ja muszę tylko wiedzieć, o co chodzi. A najistotniejszy jest dla mnie nakręcony materiał. Dopiero gdy coś mi nie wychodzi, zaglądam do scenariusza, by przekonać się, jak być powinno. Powodem, dlaczego jest inaczej, niż w skrypcie, są błędy inscenizacyjne popełnione przez reżysera lub wynikające z pośpiechu.

Czy zdarza się, że reżyser zmienia w trakcie realizacji koncepcję filmu i owe zmiany trzeba wprowadzić w życie za pomocą montażu?
Zdarza się tak przede wszystkim w filmach autorskich.

W filmach gatunkowych montaż podporządkowany jest wymogom gatunku...
Raczej tak. Montaż bywa trudny w przypadku formatów telewizyjnych, ponieważ o wszystkim decyduje redakcja telewizyjna. Niedawno montowałem odcinek zrealizowany ściśle według scenariusza i okazało się, że kwestie napisane na papierze nabrały w ustach wypowiadających je naturszczyków zupełnie innego znaczenia. To spowodowało, że konieczne było przekonstruowanie całego odcinka, by zmniejszyć siłę rażenia tych kwestii. Dotyczyły one seksu i przemocy. W tekście brzmiały zwyczajnie, ale zagrane przez „grających wiadrami” - jak to nazywamy - naturszczyków nie potrafiących kontrolować swoich emocji, stały się zbyt mocne. Żaden montaż nie jest podobny do drugiego.

Dziś pracuje się zupełnie inaczej. Montaż cyfrowy jest szybszy i mniej skomplikowany. Czy mógłby pan wrócić do tradycyjnych metod?
Nie mógłbym. Bardzo długo pracowałem na taśmie. Zmieniło się narzędzie pracy, ale nie cel – wciąż chcemy uzyskać to samo. W przypadku montażu cyfrowego mogę trzymać w zanadrzu wiele wariantów różnie zmontowanych ujęć, które potem mogę kompilować. Nie mogłem tego zrobić pracując na taśmie. Tylko w teorii mogło być ich kilka, ponieważ nie było na to pieniędzy. Montaż na taśmie oznaczał działanie „raz a dobrze”. Cyfrowy zaś to szalona wygoda.

Ile razy szybciej montuje pan cyfrowo?
Cztery razy szybciej, niż na taśmie. I to pomimo tego, że dosyć długo dochodzę do pierwszej układki. Ale potem pracuję błyskawicznie. Dawniej mnóstwo czasu pochłaniało przeszukiwanie pudełek z taśmami, zajmujących całe ściany. Taśmy odcinało się nożyczkami, znakowało i chowało do owych pudełek. Asystent opisywał, do jakiego ujęcia przynależy dany ścinek. Zdarzało się, że montażysta potrzebował dokleić jakiś kawałek i nie mógł go znaleźć, ponieważ ktoś pomylił jedną cyferkę przy opisywaniu i ścinek został umieszczony w złym pudełku. Na szczęście wszystko się znajdywało, ale trwało to długo i było okupione sporym stresem. Teraz są inne problemy, na przykład zaginięcie dysku, czy omyłkowe skasowanie materiału. Na szczęście wykonuje się kopie zapasowe.

Jak długo montuje się dziś film?
Gdy pracuję nad fabułą, montuję równolegle z powstawaniem filmu. Najkrócej to trwało w przypadku „Śniadania do łóżka” Krzysztofa Langa. Układka była gotowa w tydzień po nakręceniu zdjęć. Pojechaliśmy do jego domu na Mazurach i tam po tygodniu pracy z kompozytorem i z panią muzykolog film był gotowy – w dwa tygodnie po zakończeniu zdjęć. Udźwiękowienie zajęło dystrybutorowi i producentowi kolejne dwa miesiące, ale to już nie była nasza sprawa.

rozmawiała Anna Kilian

© Audiowizualni.pl 2013

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!